Aldona Żukowska

Choruję na otyłość od ponad 30 lat. Wraz z okresem pokwitania zaczęły się moje pierwsze zaburzenia hormonalne. Gdy wychodziłam za mąż w wieku 22 lat, to przy wzroście 170 cm ważyłam 59 kg. Jednak, ponieważ po dwóch patologicznych ciążach, które przeleżałam przyjmując hormony na ich podtrzymanie, nawet karmienie piersią i nieustanna krzątanina przy małych dzieciach już nigdy nie przyczyniły się u mnie do redukcji nadmiarowej masy ciała. I tak już przed 30 rokiem życia ważyłam ok. 100 kg. Przede wszystkim czułam jednak ogromną radość z tego, że udało mi się zostać matką i uważałam, że mój zmieniony wygląd jest uzasadnionym kosztem, za darowaną nam możliwość bycia „pełną rodziną”. Pogodziłam się z tym, że jako matka nigdy już nie będę niczym przypominała tamtej poprzedniej, szczupłej dziewczyny o niebrzydkich rysach twarzy. Czasami jednak bywało mi z tego powodu przykro, szczególnie, gdy docierało do mnie, że nasze córki nie mają takiej fajnej, szczupłej sprawnej mamy, jak inne dzieci lub gdy ktoś z nowych znajomych patrząc na naszą ślubną fotografię pytał mojego męża z kim jest na tym zdjęciu.


Dalsze życie przynosiło jednak nowe wyzwania, nowe choroby w rodzinie i wraz z nimi ogromne stresy oraz brak możliwości i przestrzeni życiowej do skupienia się na własnym zdrowiu. W efekcie nie tylko moja masa ciała stale i systematycznie wzrastała,  ale również pojawiały się u mnie kolejne choroby – hormonalne oraz autoimmunologiczne – m.in. nadciśnienie tętnicze, insulinooporność, niedoczynność tarczycy w przebiegu Hashimoto. Dokuczały mi notoryczne stany zapalne i zwyrodnienia kręgosłupa, stawów – szczególnie kolanowych, wreszcie pojawiły się stany depresyjne i lękowe. Wraz z pogarszaniem się mojego zdrowia byłam kierowana do kolejnych specjalistów, od których dostawałam recepty na coraz większą liczbę tabletek. Największą masę ciała 117 kg, osiągnęłam w wieku 49 lat. Jednak mój wiek biologiczny wynosił wówczas 65 lat, a czułam się chyba na 80 i myślałam, że w kwestii zdrowotnej nic lepszego w życiu już mnie nie czeka. Wtedy w końcu usłyszałam diagnozę podstawową – choruję na otyłość i że tę chorobę można leczyć – farmakologicznie i chirurgicznie – i z taką diagnozą zostałam skierowana do Warszawskiego Centrum Kompleksowego Leczenia Otyłości i Chirurgii Bariatrycznej.


Tam od razu na pierwszej wizycie po opowiedzeniu historii mojego zdrowia i leczenia zostałam zakwalifikowana do operacji bariatrycznej. Jednak po diagnostyce okazało się, że będę musiała jeszcze przed nią podleczyć się fizycznie i wzmocnić mentalnie. Przez cały ten okres podnosiłam również swoją świadomość na temat choroby otyłościowej jako członek grupy wsparcia oraz ambasador kampanii edukacyjnej Nie oceniaj, nie odchudzaj, tylko lecz. W tym czasie poznałam osoby, które etap chirurgicznego leczenia otyłości miały już za sobą. Obserwowałam ich radość z nowego, zdrowszego, lepszego życia, również z korzystniejszego wyglądu. Oglądałam zdjęcia pokazujące jak wyglądali przed i jakiś czas po operacji, kiedy znacznie zredukowali masę ciała.


Po dwóch latach byłam gotowa na własną operację. Po niej szybko zaczęłam się lepiej czuć – fizycznie oraz psychicznie. Nadmierna masa ciała szybko się redukowała i dzięki temu zaczęłam powoli odzyskiwać swoje rysy twarzy. Doznałam wówczas wstrząsającego odkrycia: choroba otyłościowa zabiera nam nie tylko zdrowie, marzenia, możliwość rozwoju zawodowego, pewność siebie itd. ta choroba zabiera nam również, a może przede wszystkim tożsamość! Ludziom chorującym na otyłość zacierają się ich indywidualne cechy! Owszem różnimy się od siebie nadal wzrostem, kolorem oczu czy włosów, ale wszyscy mamy podobne figury i podobne twarze. Dodatkowo, niesprawiedliwie osądzani przez większość połeczeństwa jako winni swojej choroby zostajemy wsadzeni do szuflady z napisami: lenie, grubasy, żarłoki, itp. Owszem, wśród bliskich pozostajemy czyjąś żoną, siostrą, córką, matką, ale ogólnie funkcjonujemy jako ten gruby, ta gruba. Znikamy jako człowiek. Dopiero znaczna redukcja masy ciała pozwala wydobyć nam na świat spod ujednolicającej nas tkanki tłuszczowej prawdziwego indywidualnego człowieka. opiero znaczna redukcja masy ciała możliwa do uzyskania dzięki chirurgicznemu leczeniu otyłości pozwala wydobyć nam na świat spod ujednolicającej nas tkanki tłuszczowej prawdziwego indywidualnego człowieka. Teraz dopiero zrozumiałam i głęboko odczułam, że przez większą część mojego życia choroba nie pozwoliła mi być sobą.


Dziś mam 53 lata, jestem niespełna 1,5 roku po operacji rękawowej resekcji żołądka i ważę ponad 40 kg mniej w stosunku do swojej najwyższej masy ciała. Ale przede wszystkim jestem i czuję się zdrowsza! Naciśnienie tętnicze i insulinooporność wycofały się, mam lepszą kondycję i więcej sił witalnych! a mój wiek metaboliczny oscyluje wokół 40. 😊

 Nie czuję tego jednak w taki sposób, że jestem teraz innym człowiekiem i zaczynam nowe życie!
Ja w końcu wróciłam do siebie 💗💗💗