Moja historia z otyłością rozwijała się latami. Zaczęło się niewinnie – kilka kilogramów więcej, które tłumaczyłam codziennym życiem. Z czasem traciłam kontrolę, a kolejne próby odchudzania kończyły się efektem jo-jo i coraz większym poczuciem bezsilności.
Życie w dużym ciele to nie tylko wygląd. To zmęczenie, ograniczenia, ale też wstyd i ciągła walka w głowie. W końcu zrozumiałam, że sama sobie nie poradzę.
W 2018 roku podjęłam decyzję o operacyjnym leczeniu otyłości. To był przełom, ale nie koniec drogi – tylko jej początek. Najtrudniejsza okazała się codzienna praca nad sobą i własnymi schematami.
Dziś, jako Rzeczniczka, mówię o otyłości otwarcie. Pokazuję, że to choroba, a nie wybór – i że warto sięgnąć po pomoc.
To moja droga do odzyskania siebie.
Moja droga z otyłością to lata prób i samodzielnego radzenia sobie. W małym mieście dostęp do specjalistów – psychologa czy dietetyka – jest praktycznie niemożliwy i możliwy tylko prywatnie. Od operacji bariatrycznej minęło 8 lat i przytyłam około 15 kg, a ostatnio udało mi się schudnąć 20 kg – ale nie była to łatwa droga.
Moja metoda to dieta proteinowa, która pozwoliła mi zmienić styl życia. Bo każde zrzucanie wagi to nie walka, a dążenie do nowego sposobu życia. I wbrew pozorom, w około 80% przypadków nie można tego osiągnąć samodzielnie, bez wsparcia specjalistów.
Gdyby w 2018 roku był dostęp do farmakologicznego leczenia otyłości, najpierw spróbowałabym leków, zanim zdecydowałam się na operację bariatryczną. Choć moją operację przeszłam wzorowo, bez poważnych skutków ubocznych, dziś wiem, że wiedza i wsparcie mogą dać więcej opcji.
Od 2018 roku prowadzę grupę na Facebooku, gdzie od początku jestem szczera – mówię, kiedy przytyję i dlaczego, kiedy schudnę i co mi w tym pomaga. Szczerość to podstawa – bo w jeden nałóg łatwo wpaść w inny. Zawsze staram się wysłuchać moich członków i ich wesprzeć, bo pomoc jest nieoceniona, a często trudno ją sfinansować.
